Bycie mamą to nie jedyna z Twoich ról

Chore dziecko. Emocje matki. Cz. 2.

Większość rodziców ucieszyło się z faktu, że wakacje się skończyły, że ich dzieci 1 września z powrotem poszły do szkoły. Dla mnie wrzesień to początek problemów i nie mam tu na myśli jedynie biegania za szkolnymi wyprawkami.

Sezon infekcji – zmora każdego młodego rodzica.

Już 3 września zaliczyliśmy wirusową infekcję i dwa tygodnie walki z glutem i kaszlem. Znowu wiszenie na słuchawce, by się do lekarza umówić. Ponownie stanie w kolejkach ze zniecierpliwionymi dziećmi, innymi chorymi szkrabami i ich zmęczonymi matkami.

Jeszcze masakra w gabinecie, bo dziecko już tak zmęczone czekaniem nie ma najmniejszego zamiaru współpracować z lekarzem. Jest zatem ryk, próby przekupstwa i wstyd, bo mam wrażenie, że lekarz za zachowanie pacjenta obwinia mnie. Wychodzę z czterema receptami, kartką zapisaną zaleceniami i zwolnieniem lekarskim, kolejnym….

Po drodze rozkminiam, do której apteki pojechać, żeby było taniej. Na szczęście mam super aptekę w swoim bloku. Panie farmaceutki, jak tylko mnie widzą od razu doliczają rabat. Jestem tam stałym gościem.

Właściwie, jakby się nad tym dłużej zastanowić to nawet w wakacje zaliczyliśmy przeziębienia, więc tak naprawdę nie ma miesiąca, żebyśmy sobie od glutów odpoczęli.
Zastanawiam się jak długo będzie to trwać. Szkoda mi moich dzieci. Tych permanentnych gorączek, zielonych smarków, rozrywającego gardło kaszlu, zapalenia uszu, niekończących się alergii.
Czuję się często bezsilna. Chciałabym jakiś złoty środek. Magiczny lek, który zlikwiduje te gilowe problemy.
Mogłabym zostać z dziećmi w domu,  nie pracować, ale żyje w takiej, a nie innej rzeczywistości. Potrzebuję pracy zarobkowej, a moje dzieci potrzebują kontaktu z rówieśnikami. Zatem gil, kaszel, gorączka, sraczka, alergia itp.
Jestem egoistką, bo ta praca to też jakiś rodzaj odskoczni od rodzicielskich problemów.
Mam świadomość, że to, co się dzieje to naturalna kolej rzeczy. Każde dziecko musi swoje wychorować, ale jestem już tym chorowaniem zmęczona. Po dzieciach tego nie widać. Trzy dni gorączki, dwa tygodnie kaszlu, a one już po pierwszej dawce środka przeciwgorączkowego śmieją się i rozrabiają.
Ja, matka, w tej samej chwili kombinuje, co tu robić, żeby im pomóc. Kombinuje, kto by tu pomógł nam. Dzwonimy z PT po rodzicach, by zaopiekowali się wnukami, a gdy czasami się to nie udaje, pada na nas blady strach, bo trzeba wziąć zwolnienie lekarskie – kolejne dni wyjęte z pracy, kolejne dni wyrzutów sumienia, że jesteśmy w tej pracy nieobecni. Paradoks polega też na tym, że siedząc w pracy, mam wyrzuty sumienia, bo nie ma mnie przy dzieciach, bo nie przytulam, nie mam kontroli nad tym, co się  z nimi w danej chwili dzieje.
Ja wiem, że nie dzieje się im nic złego, ale to jest takie matczyne poczucie odpowiedzialności. Przeświadczenie, że tylko moja bliskość im pomoże.
I czuję się bezsilna, bo mam wrażenie, że ta bliskość tylko troszkę im pomaga. Nie jestem – niestety – supermamą, która okładem z piersi rozprawia się z każdym wirusem i bakterią.
Czasami mam poczucie, iż niektórzy uważają, że ja dzieciom te choroby wymyślam. Tak! Takie mam wrażenie. Widzę takie dziwne uśmieszki, gdy mówię o związku kataru z alergią czy zapaleniem ucha. Tłumaczę, że lekarz kazał to i to, a ktoś mi mówi, że to dupa nie lekarz, że jego lekarz mówi, co innego.
Jestem już głupia, bo co bym nie zrobiła, zawsze mam wrażenie, że to źle, albo że zrobiłam za mało.
Czuję strach, każdego dnia boję się o swoje dzieci, chociaż wiem, że jestem szczęściarą, bo moim problemem jest tylko gil czy alergia. Są gorsze sytuacje w życiu.
Czy taki stan będzie mi towarzyszył już zawsze? Czy tak się czuje każda matka? Czy już zawsze będzie towarzyszył mi ten strach o dziecko?
Macierzyństwo. Trzeba mieć psychę z żelaza, żeby to wszystko wytrzymać i mocne ramiona, by ten ciężar odpowiedzialności udźwignąć.