Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej. Recenzja

Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej. Recenzja

„Bo miłość to sztuka improwizacji”.

Musiałabym siedzieć z kartką i długopisem w ręku, by móc wypisać wszystkie złote cytaty pani Michaliny Wisłockiej granej brawurowo w filmie „Sztuka kochania…” przez Magdalenę Boczarską.

Przyznaję szczerze, że rzadko oglądam polskie filmy, ale czułam gdzieś głęboko, że ten film obejrzeć muszę. Dlaczego? Bo to film o seksie! No dobra! Droczę się z Wami. To nie jest film o seksie, chociaż słowo seks się tutaj często odmienia w różnych przypadkach.
„Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej” jest ekranizacją jej biografii, napisanej przez Violettę Ozminkowską „Michalina Wisłocka. Sztuka kochania gorszycielki”. To film o kobiecie nie przystającej do swoich czasów, a i w obecnych byłaby uważana za pewne środowiska za heretyczkę. To opowieść o człowieku z krwi i kości, którego jedyną winą jest to, że ma cipkę. Wisłockiej może zazdrościć każda współczesna kobieta pełnego emocji życia i jednocześnie jej… współczuć. Niespełniona miłość, odwaga do życia po swojemu, niezamykająca się, wyszczekana buźka, aż zazdrościłam jej tej pewności siebie i wiary we własne siły.

Czy była taka jak w filmie? To jedynie wizja reżysera i scenografa, ale mam nadzieję, że wiele jest w niej w tej wizji, bo mi szczerze imponuje. Przydałaby się nam taka Wisłocka teraz, kiedy mężczyźni bardziej niż w ostatnich latach chcą rządzić życiem kobiet. Decydować za nie i ich rodziny, co jest dobre, zasłaniając się Kościołem i własną moralnością. A prawda jest taka, drodzy panowie, że z waginy pochodzicie (tu cytat Wisłockiej). Nie z Warszawy, czy Cieciurków koło Knurowa – z waginy jesteście i waginę szanujcie, bo wagina do Was nie należy.

Tak przyznaję! Wyszłam naładowana taką energią do walki o siebie i każdą kobietę. Ten film ma w sobie taką pozytywną siłę i emocjonalny ładunek.

Michalina Wisłocka, autorka popularnego kilkadziesiąt lat temu pierwszego, tak przystępnego poradnika dotyczącego seksu i związków partnerskich, nie była tylko skandalistką tamtych czasów, była też uznanym ginekologiem, cytologiem i seksuologiem, więc bardzo dużo o zdrowiu kobiety wiedziała, jak na swoje czasy. Teraz wiele jej nauk można byłoby obalić, bo medycyna codziennie czyni niesamowite postępy, ale za kilka rzeczy Wisłockiej powinniśmy podziękować. Mianowicie, za propagowanie antykoncepcji, co dzisiaj znowu chce się piętnować, lecz na szczęście świadomość kobiet jest o wiele większa niż za czasów pierwszej książki naszej bohaterki. Podziękować powinniśmy też za to, że w prostych słowach mówiła, co jest w życiu ważne i na czym miłość polega. W filmie jest pokazana jako szalenie inteligentna kobieta, ale jednak bardzo ludzka i drugiemu człowieku przystępna. Nie bała się ryzyka i chętnie je podejmowała, zwłaszcza gdy była przekonana o tym, że jej działania mogą pomóc kobietom.

A mimo to jej historia jest pełna smutku. Z tym smutkiem i myślą o sytuacji kobiety w świecie rządzonym przez mężczyzn zekranizowana „Sztuka kochania” moim zdaniem zostawi każdą kobietę.

Można Wisłockiej zarzucić, że popełniła wiele życiowych błędów. Żyła w trójkącie, co w czasach powojennych, ale przecież i teraz byłoby gorszące i odstające od przyjętego schematu. Ten kontrowersyjny styl życia wywarł na niej i jej rodzinie trwałe piętno. Zatem Wisłocka boleśnie za swe błędy człowiecze zapłaciła. Ale co nas nie zabije to nas wzmocni i zasilona porażkami później już nie odpuszczała, nie podporządkowywała się, nie bała się walczyć o swoją książkę, bo była pewna, że zrobi wiele dobrego.
Jednak chwilami zauważałam w ekranowej postaci zawahania. Prywatne życie jej się waliło na głowę, miłosny trójkąt, syn, który nie był jej synem, romans z żonatym facetem, ale pomiędzy tymi sytuacjami była bardzo asekuracyjna, wręcz konserwatywna. Czyż nie tacy są ludzie? Sprzeczni, mający momenty zawahania i chwile poczucia wszechmocy?

Zobaczcie ile można się z tego filmu dowiedzieć, ile wziąć dla siebie. Uwielbiam filmy z silnym ładunkiem emocji.

Poruszmy teraz kwestie realizacji. Maria Sadowska przed kilku laty nagrała „Dzień kobiet”. Ta sama reżyserka jest odpowiedzialna za „Sztukę kochania”, a więc kolejny film o kobietach i dla kobiet.
Film jest dynamiczny. Podobne tempo widać w obrazie „Bogowie” z genialnym Tomaszem Kotem w roli doktora Religii. Nie ma się jednak, co dziwić, bo za jeden i drugi obraz odpowiedzialna jest podobna ekipa. Mowa tu przede wszystkim o filarze tych filmów, czyli scenarzyście Krzysztofie Raku, który serwuje nam huśtawkę emocji. Jest więc chwilami naprawdę zabawnie – cięte riposty Wisłockiej rozbrajają – i odważnie, jak chociażby śmiała, działająca na wyobraźnię scena seksu nad jeziorem.

Czy ten film może gorszyć? Moim zdaniem nie. Owszem jest nagość, ale jest to nagość naturalna, nagość, którą wiele z nas ma w domu (mam nadzieję). Tu nie ma pięknych modeli – chociaż niejedna z nas chciałaby wyglądać nago tak jak Magdalena Boczarska – tu są proste sprawy, ludzkie potrzeby, słowem to, co w normalnych związkach jest, lub marzymy by mogło się zdarzyć.

Nie można zapomnieć o bardzo dobrej scenografii i kostiumach, których wzory możemy podziwiać na przestrzeni ponad trzydziestu lat.
Cudowna jest w „Sztuce kochania” muzyka Radzimira Dębskiego, a ja od zawsze na muzykę filmową, byłam szczególnie wyczulona. Doskonale akcentuje ważne momenty filmu, gra na emocjach, jest doskonałym tłem dla zasługującej na pochwałę gry aktorskiej.

Ciekawa jestem czy podzielicie moje zdanie. Piszcie w komentarzach, jak Wam się film podobał. Moim zdaniem warto o p. Michalinie dowiedzieć się więcej, nie tylko obejrzeć film, ale zajrzeć do jej książek, czy biografii. Szczerze polecam.

I jeszcze jedno! Muszę się dowiedzieć, dlaczego ona cały czas nosiła chustkę na głowie 🙂



  • Anna Lemońska

    ja też jeszcze jakiś czas temu nie byłam przekonana do polskich produkcji, ale po ostatnich filmach i właśnie Sztuki Kochania zmieniam powoli zdanie 🙂 Sztuka Kochania to perełka polskiej kinematografii!

  • Bylam w kinie i świetnie się bawiłam:)) mialam to samo odczucie, ze kobieta, która napisała sztukę kochania, sama w miłości była nieszczęśliwa. Postać Wislockiej jest niejednoznaczna, ale przez to bardziej ludzka. No i muzyka mnie oczarowała:)))

  • Matka-Dietetyczka

    Jestem bardzo ciekawa odbioru tego filmu:)

  • Widziałam zapowiedź, czytałam już kilka recenzji i mam coraz większą ochotę wybrać się na ten film 🙂 Twoja recenzja tylko mnie utwierdza w przekonaniu 🙂

  • www.magiadomu.blogspot.com

    Wybieram się w niedzielę!!! Juppiii!

  • Raczej się nie wybiorę, ale sądzę, że Wisłocką można odbierać na dwa sposoby jednocześnie: dla mnie jest ona smutnym obrazem człowieka, który zupełnie się pogubił w życiu, a jednocześnie, być może gdyby nie te decyzje, nigdy nie byłaby swoistym „głosem wołającego na pustyni”.

  • Magda Brzozowska

    Świetnie napisana recenzja 🙂 Absolutnie się też z nią zgadzam, film został świetnie zrobiony, z humorem i świetną muzyką. Miło zaskoczyła mnie gra Lubosa w niecodziennej, według mnie, dla niego roli

  • Justyna Szmuc

    Zastanawiałam się właśnie wybrać na ten film

  • Zastanawiałam się czy wybrać się na ten film, bo nie wszystkie polskie produkcje przypadają mi do gustu, ale Twoja recenzja jest zachęcająca i widziałam fragmenty z rewelacyjną grą Boczarskiej. Zresztą chyba chcę poznać historię Wisłockiej.

  • Mam jej książkę w domu, he he, i film też z przyjemnością obejrzę. Ale w domu, bo jak czytam wzbudza dużo emocji. A ja strasznie nie lubię płakać w kinie 😉

  • Też planuję obejrzeć ten film, wydaje się być naprawdę dobry

  • Jestem bardzo ciekawa tego filmu choć nie przepadam za polskimi filmami.

  • Może obejrzę z czystej ciekawości i dlatego, że lubię polskie filmy 🙂

Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej. Recenzja

Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej. Recenzja

„Bo miłość to sztuka improwizacji”.

Musiałabym siedzieć z kartką i długopisem w ręku, by móc wypisać wszystkie złote cytaty pani Michaliny Wisłockiej granej brawurowo w filmie „Sztuka kochania…” przez Magdalenę Boczarską.

Przyznaję szczerze, że rzadko oglądam polskie filmy, ale czułam gdzieś głęboko, że ten film obejrzeć muszę. Dlaczego? Bo to film o seksie! No dobra! Droczę się z Wami. To nie jest film o seksie, chociaż słowo seks się tutaj często odmienia w różnych przypadkach.
„Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej” jest ekranizacją jej biografii, napisanej przez Violettę Ozminkowską „Michalina Wisłocka. Sztuka kochania gorszycielki”. To film o kobiecie nie przystającej do swoich czasów, a i w obecnych byłaby uważana za pewne środowiska za heretyczkę. To opowieść o człowieku z krwi i kości, którego jedyną winą jest to, że ma cipkę. Wisłockiej może zazdrościć każda współczesna kobieta pełnego emocji życia i jednocześnie jej… współczuć. Niespełniona miłość, odwaga do życia po swojemu, niezamykająca się, wyszczekana buźka, aż zazdrościłam jej tej pewności siebie i wiary we własne siły.

Czy była taka jak w filmie? To jedynie wizja reżysera i scenografa, ale mam nadzieję, że wiele jest w niej w tej wizji, bo mi szczerze imponuje. Przydałaby się nam taka Wisłocka teraz, kiedy mężczyźni bardziej niż w ostatnich latach chcą rządzić życiem kobiet. Decydować za nie i ich rodziny, co jest dobre, zasłaniając się Kościołem i własną moralnością. A prawda jest taka, drodzy panowie, że z waginy pochodzicie (tu cytat Wisłockiej). Nie z Warszawy, czy Cieciurków koło Knurowa – z waginy jesteście i waginę szanujcie, bo wagina do Was nie należy.

Tak przyznaję! Wyszłam naładowana taką energią do walki o siebie i każdą kobietę. Ten film ma w sobie taką pozytywną siłę i emocjonalny ładunek.

Michalina Wisłocka, autorka popularnego kilkadziesiąt lat temu pierwszego, tak przystępnego poradnika dotyczącego seksu i związków partnerskich, nie była tylko skandalistką tamtych czasów, była też uznanym ginekologiem, cytologiem i seksuologiem, więc bardzo dużo o zdrowiu kobiety wiedziała, jak na swoje czasy. Teraz wiele jej nauk można byłoby obalić, bo medycyna codziennie czyni niesamowite postępy, ale za kilka rzeczy Wisłockiej powinniśmy podziękować. Mianowicie, za propagowanie antykoncepcji, co dzisiaj znowu chce się piętnować, lecz na szczęście świadomość kobiet jest o wiele większa niż za czasów pierwszej książki naszej bohaterki. Podziękować powinniśmy też za to, że w prostych słowach mówiła, co jest w życiu ważne i na czym miłość polega. W filmie jest pokazana jako szalenie inteligentna kobieta, ale jednak bardzo ludzka i drugiemu człowieku przystępna. Nie bała się ryzyka i chętnie je podejmowała, zwłaszcza gdy była przekonana o tym, że jej działania mogą pomóc kobietom.

A mimo to jej historia jest pełna smutku. Z tym smutkiem i myślą o sytuacji kobiety w świecie rządzonym przez mężczyzn zekranizowana „Sztuka kochania” moim zdaniem zostawi każdą kobietę.

Można Wisłockiej zarzucić, że popełniła wiele życiowych błędów. Żyła w trójkącie, co w czasach powojennych, ale przecież i teraz byłoby gorszące i odstające od przyjętego schematu. Ten kontrowersyjny styl życia wywarł na niej i jej rodzinie trwałe piętno. Zatem Wisłocka boleśnie za swe błędy człowiecze zapłaciła. Ale co nas nie zabije to nas wzmocni i zasilona porażkami później już nie odpuszczała, nie podporządkowywała się, nie bała się walczyć o swoją książkę, bo była pewna, że zrobi wiele dobrego.
Jednak chwilami zauważałam w ekranowej postaci zawahania. Prywatne życie jej się waliło na głowę, miłosny trójkąt, syn, który nie był jej synem, romans z żonatym facetem, ale pomiędzy tymi sytuacjami była bardzo asekuracyjna, wręcz konserwatywna. Czyż nie tacy są ludzie? Sprzeczni, mający momenty zawahania i chwile poczucia wszechmocy?

Zobaczcie ile można się z tego filmu dowiedzieć, ile wziąć dla siebie. Uwielbiam filmy z silnym ładunkiem emocji.

Poruszmy teraz kwestie realizacji. Maria Sadowska przed kilku laty nagrała „Dzień kobiet”. Ta sama reżyserka jest odpowiedzialna za „Sztukę kochania”, a więc kolejny film o kobietach i dla kobiet.
Film jest dynamiczny. Podobne tempo widać w obrazie „Bogowie” z genialnym Tomaszem Kotem w roli doktora Religii. Nie ma się jednak, co dziwić, bo za jeden i drugi obraz odpowiedzialna jest podobna ekipa. Mowa tu przede wszystkim o filarze tych filmów, czyli scenarzyście Krzysztofie Raku, który serwuje nam huśtawkę emocji. Jest więc chwilami naprawdę zabawnie – cięte riposty Wisłockiej rozbrajają – i odważnie, jak chociażby śmiała, działająca na wyobraźnię scena seksu nad jeziorem.

Czy ten film może gorszyć? Moim zdaniem nie. Owszem jest nagość, ale jest to nagość naturalna, nagość, którą wiele z nas ma w domu (mam nadzieję). Tu nie ma pięknych modeli – chociaż niejedna z nas chciałaby wyglądać nago tak jak Magdalena Boczarska – tu są proste sprawy, ludzkie potrzeby, słowem to, co w normalnych związkach jest, lub marzymy by mogło się zdarzyć.

Nie można zapomnieć o bardzo dobrej scenografii i kostiumach, których wzory możemy podziwiać na przestrzeni ponad trzydziestu lat.
Cudowna jest w „Sztuce kochania” muzyka Radzimira Dębskiego, a ja od zawsze na muzykę filmową, byłam szczególnie wyczulona. Doskonale akcentuje ważne momenty filmu, gra na emocjach, jest doskonałym tłem dla zasługującej na pochwałę gry aktorskiej.

Ciekawa jestem czy podzielicie moje zdanie. Piszcie w komentarzach, jak Wam się film podobał. Moim zdaniem warto o p. Michalinie dowiedzieć się więcej, nie tylko obejrzeć film, ale zajrzeć do jej książek, czy biografii. Szczerze polecam.

I jeszcze jedno! Muszę się dowiedzieć, dlaczego ona cały czas nosiła chustkę na głowie 🙂