Bycie mamą to nie jedyna z Twoich ról

Czy telewizor jest najlepszym przyjacielem rodzica?

Hania zaczęła systematycznie oglądać bajki kiedy skończyła 1,5 roku. Wcześniej jej światem byli rodzice, zabawki, dzieci na placu zabaw, łyżki i miski wyjęte z kuchennych szafek. Telewizor nie istniał… do czasu.

Otóż mniej więcej w trzecim miesiącu ciąży, kiedy to jeszcze nie świadoma płci, nosiłam w swym łonie małego już męczącego mnie Jaśka stwierdziłam, że Teletubisie to idealny sposób, żeby moja córka dała mi chociaż na chwilę święty spokój – a mi wtedy tak bardzo chciało się spać. Telewizor był włączony niemal przez cały dzień, a ja drzemałam. Byłam totalnie bez sił w tym okresie ciąży. Później urodził się Jasiek, a ja odkryłam dobrodziejstwa SmartTV. Hanka oglądała jakąkolwiek bajkę chciała, ja zaś mogłam w tym czasie ugotować obiad, poćwiczyć z Chodakowską, ogarnąć Jaśka i dom. Telewizor zatem stał się moim przyjacielem.
Nie zdawałam sobie sprawy, że zaledwie po dwóch latach stanie się moim największym wrogiem.
Telewizor wyręcza w opiece nad dzieckiem. Zapełnia mu czas, uwalnia rodzicielską głowę i ręce, ale…. zabija bliskość, rozmowę, relacje. Już od dawna obserwuje jak moje dziecko w domu niczym oprócz bajek się nie interesuje. Nie przejawia zainteresowania zajęciami manualnymi, nie koncentruje się na czytanych bajkach, nie potrafi grać w najprostsze gry. Jej nos jest w telewizorze.
Przez to mam poczucie, że odstaje od innych dzieci. Moja wewnętrzna lampka zapaliła się już jakiś czas temu. Widziałam, że Hania nie potrafi podstawowych rzeczy, które dzieci w jej wieku już z powodzeniem wykonują. Owszem, ona nie musi wszystkiego od razu umieć, ale mam poczucie, że za mało przez te dwa lata z nią się bawiłam, a przez to pracowałam nad odkryciem jej indywidualnych zdolności. Telewizor zastąpił matkę i ojca.

To nasza wina! Wina rodziców, że tak jest. Łatwo zatrzeć granicę między szybkim i doraźnym sposobem na zajęcie czymś dziecka, a absolutnym zwaleniem odpowiedzialności za kontakt ze swoją pociechą na takie dziwne, migoczące pudło, jakim jest telewizor. Zatem w ciągu dwóch lat zanikła cudowna więź z moją córką, bliskość i radość wynikającą ze wspólnej zabawy. Gdzieś wkradło się lenistwo. Trudno jednak było temu wcześniej zapobiec, bo ja sama jestem uzależniona od telewizji. Od kiedy pamiętam…. seriale, filmy zamiast ciekawej lektury, wycieczek rowerowych, wypadów za miasto. Teraz kiedy dostałam za te błędy po dupie, przyszła refleksja i chęć poprawy. Moja córka jest ze mną, ale jest daleko. Syn też w bajki się wciągnął i boję się, że za jakiś czas będzie mentalnie ode mnie jeszcze dalej. A ja chcę bliskości, chcę tej chwili radości, tylko jestem taka zmęczona…. Telewizor jest lekarstwem na moje zmęczenie. Wystarczy włączyć, dzieci oglądają, ja przed smarfonem, komputerem, w garach, lub po prostu z tyłkiem na kanapie delektuję się momentem kiedy nikt nie jęczy. Telewizor jest antidotum na jęki… zwłaszcza Jaśkowe. Nie jest jednak lekarstwem na całe zło, a wręcz to zło sam tworzy. Wspomniany brak kontaktu z dzieckiem owocuje teraz Hankowym buntem. Hania nie zna autorytetu, nikogo się nie słucha, urządza sceny wszędzie – dosłownie wszędzie i coraz częściej. Upatruję w tym swoją winę. Za dużo telewizji, za mało pracy nad sobą, dzieckiem, nad naszymi relacjami. Miałam być dla niej oparciem, a byłam tylko przemykającą zjawą. Gorzkie to, boli to. Ten ból kiedy dziecko krzyczy w przychodni, że mnie nie kocha, ten wstyd, kiedy bije pielęgniarkę, ten kac moralny kiedy ktoś obcy poucza, jak się dzieci powinno wychowywać…… Mam to wszystko na własne życzenie. Tak wiem… Nie jesteśmy idealni. Jesteśmy grzeszni, popełniamy błędy, jesteśmy tylko ludźmi. Jednak to tylko nieudolna próba usprawiedliwiania błędów, a większość przykrych rzeczy, które się nam przydarzają są karą za nieodpowiedzialność w przeszłości. Pociesza mnie jednak pewna myśl… Nic straconego! Można wszystko naprawić! Dziecko mnie kocha! Ja kocham swoje dziecko! Telewizor nie przytuli, nie otrze łez, nie podniesie gdy maluch upadnie… Jestem swemu dziecku potrzebna, telewizor nie jest potrzebny nam w ogóle.Jak ograniczyć wpływ toksycznego przyjaciela? Wyłączyć! Pójść na detoks, bo to jak uzależnienie. Znaleźć inny sposób spędzania czasu. Możliwości jest bez liku. Tylko, żeby mieć chęć… a zmęczoną głowę wtulę w ciałko swego dziecka. Poszukam bliskości, która jest bezcenna. Zapraszam na swój funpage Matka Wielowymiarowa

  • Trzeba mieć odwagę, aby o tym tak głośno mówić jak Ty to zrobiłaś. I za to chylę głowę.
    Teraz już wiesz, że telewizor, komputer i inne sprzęty elektroniczne nie powinny zastępować rodziców. Ale jak to często bywa „ułatwiają nam życie”. Możemy się zająć nie tyle co sobą, co sprzątaniem, gotowaniem, pracą itd. I chyba nie ma osoby, choć wiele się do tego nie przyzna, że korzysta lub korzystało z tej możliwości. Ja nadal korzystam gdy chcę mieć spokój na swoje np. sprawy zawodowe bo pracuję w domu, ale robię to ostrożnie i z limitem czasu.
    A detoks jest możliwy. Nie jest łatwo, ale to możliwe i sama się zdziwisz jak szybko pójdzie. Ja też mam za sobą odstawienie młodszego syna od komputera na miesiąc. 2 lata był spokój i teraz wprowadziliśmy „karteczki na granie” – 7 godzin tygodniowo z opcjami dodatkowymi 🙂
    Więc nie jesteś sama. Wiele z nas to przechodziło. Uszy do góry. Znajdź swój sposób. Bądź konsekwentna. Nie daj się wciągnąć w emocjonalną pułapkę. Będzie dobrze. Trzymam kciuki i jak by co to pisz.

  • Najważniejsze, to zdać sobie sprawę ze swoich błędów. Teraz powinno być już tylko z górki. Życzę dużo siły i wytrwałości! Ja od pół roku prawie w ogóle nie oglądam telewizji i wcale mi jej nie brakuje. Detoks jest możliwy. 🙂

  • moi-mili.pl

    Aż mi się łzy w oczach pojawiły… Okropnie to przykre. Podziwiam Twoją odwagę i szczerość przyznania się do błędów. To pierwszy krok w kierunku zmiany. Będę Ci gorąco kibicować i trzymać kciuki, aby udało się odbudować nadszarpnięte relacje. Nie ma rzeczy niemożliwych!
    Serdecznie Cię pozdrawiam, kw.

  • Anonimowy

    Niestety czasu nie da się cofnąć. Za popełnione błędy wychowawcze wcześniej czy później płacimy. Dzisiejsze dzieci znają tylko bajki w tv, gry w telefonie czy tablecie, a niestety to my na to wszystko dajemy przyzwolenie.